Te bułki z cebulowo-makowym nadzieniem są tak pyszne, że znikają w mgnieniu oka, zanim jeszcze zdążą wystygnąć. I w sumie bardzo dobrze, ponieważ ciepłe, mięciutkie i pachnące są najlepsze. Niewiele pracy, efekt ach.
słony, słodki, kwaśny, gorzki - standard
umami - gratis
tłusty - nowość
siódmy - poczujesz, gdy przymkniesz oczy
wtorek, 21 lutego 2017
wtorek, 10 stycznia 2017
Tarta, że gościom szczęka opada ;)
Wszystko co lubię, skoncentrowane w jednym miejscu i czasie. Idealne na ciepło i na zimno. Polecam zwłaszcza z kieliszkiem czerwonego wina w miłym gronie, w jakimś przytulnym miejscu :)
niedziela, 22 marca 2015
Wolno upiec szynkę?
Wolno, wolno... a nawet wolniej. Czekanie się opłaca, szynka powoli pieczona w niskiej temperaturze jest miękka i delikatna, rozpływa się w ustach. Oczywiście jest to również świetny, nie wymagający wielkiego zaangażowania sposób dla pracowitych inaczej - przyprawione mięso należy umieścić w odpowiednim naczyniu, naczynie w odpowiednim urządzeniu na odpowiedni czas, przespać się i obiad prawie gotowy.
wtorek, 17 lutego 2015
Śledź po tajsku
Jeśli macie ochotę trochę zaszaleć przy okazji jakiegoś święta lub też zupełnie bez powodu, śledziowa tajszczyzna idealne się będzie do tego nadawać. Zaskakujące być może dla niektórych połączenie znalazło już grono wielbicieli, co dla mnie jest zawsze najlepszym wyznacznikiem "fajności" przepisu. Natomiast osobny fakt, iż na niedawno odbywającym się w Szczecinie Targu Rybnym, śledź po tajsku mojego skromnego autorstwa rozszedł się najszybciej wśród kilku proponowanych, no raczej też nie rokuje źle ;)
poniedziałek, 9 lutego 2015
Mój najlepszy sos do pizzy ever
Sos do pizzy. Brzmi prosto, dopóki nie zabierzemy się za jego przygotowanie. Ponieważ nie ma dobrej pizzy bez dobrego sosu, nie sposób traktować tak istotny składnik po macoszemu. Metodą prób, błędów i wypaczeń doszłam do, jak mi się zdaje, substancji idealnej. Która czasem znika w magiczny sposób, zanim ciasto zdąży wyrosnąć ;)
piątek, 28 listopada 2014
Piernik świąteczny - ostatni dzwonek
Jeżeli nastawicie w ten weekend ciasto na piernik, to zdążycie
przygotować go akurat na święta. Jest pachnący, miękki, bardzo smaczny. I
do tego bardzo prosty do zrobienia, wymaga tylko dobrego miodu i trochę
czasu, żeby sobie poleżakować. Zatem do dzieła.
wtorek, 14 października 2014
Jednogłośnie najlepszy krem z dyni
Co potrzebujemy aby uzyskać płynne złoto i to w dodatku jadalne? Kilka wyszukanych składników, parę pospolitych, jakąś wolną godzinkę. Moździerz średniego kalibru. Przydałyby się również drzwi kuchenne zamykane na klucz, gdyż niemożliwo-zniewalający kubki smakowe zapach towarzyszący przygotowaniom przedwcześnie zwabia intruzów. Nawet jeśli nie są głodni.
niedziela, 11 maja 2014
niedziela, 4 maja 2014
Wiosenna kalafiorówka
Zimny kraj, zimny maj. Ale zupa gorąca. Tym razem wiosenna, lekka, pachnąca świeżością, słonecznie żółta kalafiorówka. Akuratnie sycąca, z warzywami al dente. Doskonała na pogodowo sprzyjającą inaczej majówkę. Talerz zupy albo dwa, przytulny koc, dobra książka i można jakoś przetrwać ten ciężki czas.
niedziela, 27 kwietnia 2014
Wytrawny czekoladowiec
Jeśli nie masz czasu/zdrowia/ochoty*, żeby godzinami przesiadywać w kuchni, a bardzo zachce ci się czegoś stosunkowo słodkiego, to jest to przepis dla ciebie. Idealny będzie również na przesilenie wiosenne, chandrę tudzież doła, nieszczęśliwe zakochanie oraz inne dolegliwości stanu kobiecego. Ewentualnie do zupełnie innych celów. Megaczekoladowy, wytrawny, bez pieczenia, przygotowuje się w kilkanaście
minut, a smak ciągnie się po podniebieniu jeszcze długo po degustacji. Z dobrą kawą stanowi całość doskonałą.
*) niepotrzebne skreślić
sobota, 26 kwietnia 2014
Chleb prosty
Mało która rzecz zrobiona własnoręcznie smakuje tak dobrze, jak chleb. Prosty przepis i naprawdę niski nakład pracy potrzebny do jego realizacji, sprawia, że nawet osobnicy mniej sprawni kulinarnie poradzą sobie z produkcją domowego pieczywa bez większego problemu. Zachwycając przy okazji resztę domowników.
piątek, 25 kwietnia 2014
Krem ananasowy
Zestawienie słów "ananas" i "zupa" jakoś tak się gryzie, nie sądzicie? Zwłaszcza, jeśli jest to zupa wytrawna, a ananas kojarzy się głównie ze słodkimi daniami. Jednak jest to całkiem intrygująca propozycja, jeśli macie w perspektywie wizytę zblazowanych gości, którzy pozjadali już wszystkie zupy z okolicznych restauracji. Znajomi degustatorzy (z tych niezblazowanych), którzy akurat znaleźli się na celowniku mojej chochli, podejrzewali, że uraczyłam ich jakimś rodzajem azjatyckiej ogórkowej z kiszonych, wymiatając przy okazji swoje miseczki do czysta. Więc może warto wypróbować poniższy przepis, jeśli kompletnie nie macie pomysłu, jak kulinarnie zaskoczyć towarzystwo.
wtorek, 1 kwietnia 2014
Piramidalna... ryba
Czasem tak bywa, że się nam coś wydaje, a okazuje się, że niezupełnie, że całkiem na odwrót, że nieprawda, że ogólny zonk. Ostatnio wydawało mi się, że potrafię usmażyć rybę na patelni grillowej. Może i potrafię, ale nie za każdym razem. Dodatkowo akurat przy pstrągu łososiowym wydawało mi się, że palnik na kuchence nastawiłam na 2 a nie na 3. Co w tym wypadku było o tyle istotne, że skóra przystojnej ryby potraktowana zbyt wysoką temperaturą nie zdzierżyła i całym swym jestestwem przytuliła się do patelni tak, że trzeba było ją odrywać siłą. A trochę pary w rękach mam. Następstwem tego działania było niestety dokumentne rozczłonkowanie mięsa i moja prawie czarna rozpacz, bo miało być tak fajnie, a tu bęc. Na szczęście Pani Kreatywność chyba odrobinę czuwała nade mną i przejęła stery w odpowiednim momencie.
sobota, 29 marca 2014
Kurczak w przelocie
Jak to zrobić, żeby się najeść, a nie narobić - odwieczny problem leniwej kucharki. Zwłaszcza, gdy kucharka akurat postanawia przeistoczyć się w jednoosobowy Zespół Odgruzowująco-Sprzątający, cały dzień ogarnia aktualne miejsce zamieszkania i generalnie nie ma czasu mieszać w garach. Najlepiej sprytnie a nawet wręcz przebiegle urządzić to tak, żeby samo się zrobiło. Na przykład - w piekarniku.
Więc w przelocie między rozwieszaniem prania a tańcem z miotłami chwytamy, co nam podleci pod rękę i organizujemy jakiś mało absorbujący, acz smaczny obiad.
poniedziałek, 17 marca 2014
Nocne babki
Taka sytuacja. Wieczór chyli się ku upragnionemu końcowi. Wszystkie sprawy codzienno-przyziemne ogarnięte. Gonitwa zakończona. Okolice godziny 23, ja w szlafroku, z maseczką na tak zwanym obliczu, zmierzająca do
ostatniego punktu napiętego grafiku, jakim jest zalegnięcie w
łóżku oraz dokładne i długotrwałe oglądanie wewnętrznej powierzchni powiek. Znaczy tak mi się wydaje. Do momentu, kiedy przysypiające w łóżku dziecko ziewającym tonem oświadcza, że jutro obiecał zanieść do szkoły ciasto. T a k. C i a s t o. N a j u t r o r a n o. Nie, nie przesłyszałam się. Dzień Kobiet, dziewczyny będą czekać. Obiecał.
Cóż robić.
<#$%&@>
...
<#$%&@>
...
Babeczki może.
Cytrynowe.
<szybki przegląd lodówki i szafek kuchennych>
<szybki przegląd lodówki i szafek kuchennych>
niedziela, 9 marca 2014
Batataj, króliczku
Podchodziłam do niego, jak pies do jeża. Wcześniej jadłam go dwa razy - jak mi się do przedwczoraj wydawało - pierwszy i ostatni. Jednak to prawda, że źle przyrządzone danie zostawia trwałe ślady w psychice na długo. Jeśli coś od razu, delikatnie mówiąc, nie rzuci mnie na kolana, zazwyczaj puszczam to w niepamięć, nie tracąc czasu na powtórki. No chyyyba, żeee... no dooobra... dajmy jeszcze jedną szansę temu futrzaku ;)
wtorek, 4 marca 2014
Śledzik ratunkowy
Dzisiaj śledzik, albo mi się wydaje? Goście prawie pukają do drzwi, a tu nastąpiła pomroczność jasna w temacie polskich tradycji karnawałowych, doba znów się nie spięła i trzeba naprędce improwizować? Jeśli po ogarnięciu fryzury i makijażu dysponujecie jeszcze ośmioma luźnymi minutami, to jest to wystarczająca ilość czasu, aby sklecić szybką sałatkę śledziową.
poniedziałek, 3 marca 2014
Kulinarne podróże po szczecińskim Podzamczu - Tawerna
Zaczęło się trochę niewinnie, odrobinę zagadkowo i dość zaskakująco. Żadne znaki na niebie, a tym bardziej na ziemi nie przepowiadały, że w pewne leniwe sobotnie popołudnie dołączę do kreatywnego teamu chcącego wywalić świat do góry nogami. No może nie świat, tylko lokalne, podzamkowe podwórko i może nie do góry nogami, tylko trochę bardziej twarzą do słońca i ludzi. W każdym razie dostałam lakoniczne info na "jednym z portali społecznościowych" o zaproszeniu na degustację. A zaraz potem pytanie, czy będę. No dobra, będę, przecież darowanemu jedzeniu pod serwetkę się nie zagląda ;)
Przyszłam, weszłam, przywitałam się, zasiadłam. Grono kameralne, uśmiechnięte, kieliszek czerwonego wina na dzień dobry - no nie jest źle. A dalej... było już tylko lepiej :)
Okazało się, że restauracja Tawerna, do której nas zaproszono, jest pierwszym przystankiem w intrygującej podróży przez szczecińskie Podzamcze, do którego trudno trafić nawet tubylcom. Trafić trudno, bo leży odrobinę za daleko nie tyle w przestrzeni, co w mentalności mieszkańców naszego zielonego miasta. Dość smętna atmosfera jakoś nie pasuje do ciekawego miejsca, w którym powinno spędzać się co najmniej pół dnia, oddając się rozmaitym aktywnościom miejskim, jak to jest w przypadku podobnych lokacji w innych miastach. Między innymi do nas, miłośników Szczecina i dobrego jedzenia będzie należał zaszczyt przemeblowania myślenia o starówce-nowówce. A w tchnięciu odrobiny większej dozy życia w nadodrzańską dzielnicę pomóc ma stopniowe zapoznawanie Was z ciekawymi miejscówkami i wydarzeniami, które Podzamcze ma lub w niedalekiej przyszłości będzie miało do zaoferowania.
Wracając do rzeczy, czyli do kulinariów. Tawerna przeprowadziła lifting menu z miszmaszowo-polskiego na bardziej włoskie i jeszcze przez jakiś czas będzie testować nowości na żywych organizmach. Znaczy, w rzeczoną sobotę, między innymi na moim. Nowości te prezentują się naprawdę obiecująco. Popatrzcie tylko.
Okazało się, że restauracja Tawerna, do której nas zaproszono, jest pierwszym przystankiem w intrygującej podróży przez szczecińskie Podzamcze, do którego trudno trafić nawet tubylcom. Trafić trudno, bo leży odrobinę za daleko nie tyle w przestrzeni, co w mentalności mieszkańców naszego zielonego miasta. Dość smętna atmosfera jakoś nie pasuje do ciekawego miejsca, w którym powinno spędzać się co najmniej pół dnia, oddając się rozmaitym aktywnościom miejskim, jak to jest w przypadku podobnych lokacji w innych miastach. Między innymi do nas, miłośników Szczecina i dobrego jedzenia będzie należał zaszczyt przemeblowania myślenia o starówce-nowówce. A w tchnięciu odrobiny większej dozy życia w nadodrzańską dzielnicę pomóc ma stopniowe zapoznawanie Was z ciekawymi miejscówkami i wydarzeniami, które Podzamcze ma lub w niedalekiej przyszłości będzie miało do zaoferowania.
Wracając do rzeczy, czyli do kulinariów. Tawerna przeprowadziła lifting menu z miszmaszowo-polskiego na bardziej włoskie i jeszcze przez jakiś czas będzie testować nowości na żywych organizmach. Znaczy, w rzeczoną sobotę, między innymi na moim. Nowości te prezentują się naprawdę obiecująco. Popatrzcie tylko.
Oliwki, oliwa plus delikatne chrupiące pieczywo - to mogę zawsze i o każdej porze. Zwłaszcza kiedy oliwki są zamarynowane boską cieczą połączoną z wiórkami skórki cytrynowej. I nie mam tu na myśli nektaru - oliwa jest znacznie cenniejsza, zwłaszcza gdy czuć jej pikantność wskazującą na doskonałą jakość. A gdy jest jeszcze podkręcona z chili i rozmarynem, fajnie zaostrza apetyt na więcej. Smakowite czekadełko, zwłaszcza w połączeniu z winem. Jeśli tak ma wyglądać każde powitanie w tej restauracji, to ja jestem kupiona (bo już wiem, że będzie też parę innych kąsków;).
środa, 8 stycznia 2014
Paprykawica
... czyli połączenie papryki i soczewicy w jednym garnku, w postaci gorącej, aromatycznej, pikantnej, sycącej zupy. Kolor nie jest tu bez znaczenia, bo nic tak ogniście nie działa na kubki smakowe i ogólny dobrostan jak czerwień. Dwie porcje zjedzone bezpośrednio po sobie wystarczą do uszczęśliwienia mnie, ciebie i pewnie jeszcze kilku osób. Znakomicie smakuje na drugi dzień, a także na trzeci, jeśli dotrwa. Występować może w postaci wege lub delikatnie promięsnej.
czwartek, 19 grudnia 2013
Zakaparzona makrela
Gdy za oknem, drzwiami i stodołą wieje nienormalny wiatr, łatwo o kapar katar. Człowiek zechce wyściubić nos na moment, a tu przewieje, przedmucha, no i masz babo placek... znaczy nieżyt. Różne źródła zalecają, aby ewentualne przeziębienia zajeść, więc długo się nie namyślając (bo to męczy), zastosowałam profilaktyczne dokarmianie swojej osoby tuż przed północą, żeby załatwić jakby dwie pieczenie za jednym zamachem - przetrwać te parę nocnych godzin w znacznym (czyli każdym powyżej 0,5 m) oddaleniu od lodówki oraz nie złapać wirusa przy byle okazji. Szybko ujęłam więc makrelę wędzoną w rączęta swe, usiekałam, namieszałam i pochłonęłam. No, przezorny zawsze ubezpieczony.
Subskrybuj:
Posty (Atom)