słony, słodki, kwaśny, gorzki - standard
umami - gratis
tłusty - nowość

siódmy - poczujesz, gdy przymkniesz oczy

czwartek, 19 grudnia 2013

Zakaparzona makrela

Gdy za oknem, drzwiami i stodołą wieje nienormalny wiatr, łatwo o kapar katar. Człowiek zechce wyściubić nos na moment, a tu przewieje, przedmucha, no i masz babo placek... znaczy nieżyt. Różne źródła zalecają, aby ewentualne przeziębienia zajeść, więc długo się nie namyślając (bo to męczy), zastosowałam profilaktyczne dokarmianie swojej osoby tuż przed północą, żeby załatwić jakby dwie pieczenie za jednym zamachem - przetrwać te parę nocnych godzin w znacznym (czyli każdym powyżej 0,5 m) oddaleniu od lodówki oraz nie złapać wirusa przy byle okazji. Szybko ujęłam więc makrelę wędzoną w rączęta swe, usiekałam, namieszałam i pochłonęłam. No, przezorny zawsze ubezpieczony.



niedziela, 1 grudnia 2013

wtorek, 26 listopada 2013

Spidi gonzalez

Dziecek zażyczył sobie dziś spaghetti. Notabene jest to danie z tzw. pewniaków jedzonych bez szemrania, gdy nie wiadomo co zrobić na obiad, a wybredny syn mój łaskawie nie zaanonsuje wcześniej, co ewentualnie miałby ochotę zdegustować.




poniedziałek, 25 listopada 2013

Banana rama

Nie, nie. Jeśli ktoś się zasugerował jakby lokowaniem produktu w tytule, to bardzo mi przykro, ale nie. W tym przepisie nie wystąpi ani gram margaryny. Ani zresztą w żadnym innym na moim szanownym blogu. Margarynie mówimy stanowcze: spiii... idź stąd szybko znaczy. Margaryna to zło w czystej postaci. Natomiast oczywiście, naturalnie i z pewnością występuje, jak nietrudno się domyślić, conoco? Baaa-naan. Oraz kilku innych aktorów, tworzących ciastową ramę dla tego inspirującego owocu.



sobota, 16 listopada 2013

Pust' wsiegda budiet...

Jakie polskie pierogi są najlepsze? Wiadomo - ruskie.

Ponieważ przy domowych pierogach jest trochę pracy, od razu przejdę do przepisu, żeby nie tracić czasu na czcze gadanie.

<Dobra, nie oszukujmy się. To gadanie jednak nie takie na czczo. Nie mam jakby aktualnie weny - nadmiar pierogów, rozleniwienie szarych komórek i ogólny błogostan niewątpliwie złożyły się na zespół braku natchnienia. Podsumowując oraz parafrazując - płodny jest tylko artysta głodny.>






środa, 6 listopada 2013

Łosoś z różowym pieprzykiem

Uwielbiam. Po prostu uwielbiam tą rybę. Za jej smak, fakturę, gibkość w biodrach. Ale przede wszystkim za niesamowity kolor, z którym mam same ciepłe, pozytywne skojarzenia. Co nie oznacza, że namiętnie przyodziewałabym się w łososiowy. Natomiast bardzo chętnie ozdabiam nim talerze :)

Jakiś czas (albo nawet dwa) temu przyrządziłam pieczonego łososia z różowym pieprzem w towarzystwie kwaskowatej "mizerii" i buraczanych frytek, które same w sobie są przepyszne.
























środa, 30 października 2013

Pomarańczowa polędwiczka z węgierką

Polędwiczki wieprzowe należą do ulubionego przeze mnie fragmentu zwierzęcia z rzędu parzystokopytnych zwanego potocznie świnią. Właściwie mogę je robić z zamkniętymi oczami i zawsze wychodzą dobre - ot, taki to wdzięczny materiał do gotowania:) Najchętniej przyrządzam polędwiczki na patelni grillowej, wcześniej urządzając im kąpiel w marynacie. Konfiguracji składników marynaty jest niezliczona mnogość, dziś proponuję poniższą.


sobota, 26 października 2013

Kolorowa krowa

Dawno mnie tu nie było... tak tak, właśnie... tego... yyy... nie miałam czasu. Czy czegoś tam ;)

Dobra, nie ma nad czym się rozwodzić, obiecuję poprawę i biorę się do roboty.

< Motyla noga... jak się obsługiwało blog???... :D >


Dziś zaproponuję Wam fantastyczną wołowinę na ostro z warzywami. Taką opinię usłyszałam po zaserwowaniu onej wyżej wymienionej - więc tylko powtarzam :)





sobota, 18 sierpnia 2012

Nie bądź jeleń, zwiń se zieleń

Strasznie się wczoraj nie wyspałam. Pół dnia chodziłam nieprzytomna, nawet kakao nie pomagało. Dodatkowym usypiającym bodźcem była świadomość, że dobrze by było ogarnąć tu i ówdzie. Zwłaszcza ówdzie. Aby jakoś bezboleśnie, a nawet całkiem przyjemnie przebrnąć przez proces przekładania rzeczy z jednego miejsca w inne, zaczęłam od lodówki. Ale skarby tam znalazłam! Niektóre nawet całkiem przydatne, jak na przykład fantastycznie zielony ser gouda wasabi, czy całkiem znośne pieczarki. Ten ser to nie ze starości zzieleniał, tylko tak jakby od urodzenia miał. A, jako, że nie samym serem i grzybem człowiek żyje, dorobiłam naprędce jakieś tło. Zaś smętne resztki ogórków konserwowych, wysuszona dupka kiełbasiana i dwa przeterminowane opakowania jogurtu pojechały sobie na wycieczkę workolotem w kierunku bliżej nieznanym.




wtorek, 26 czerwca 2012

Kokosowe kremy rosną wokół mnie

w kokosowych kremach jak warzywo tkwię... (chyba coś pokićkałam)

Właściwie to kremy marchewkowo-kokosowe :) Do tego - zupy kremy, czyli dania pierwsze, po zjedzeniu których najlepiej zrobić godzinną przerwę, zanim zabierzemy się do konsumpcji następnych. Dlaczego tak się dzieje? 
Po pierwsze, są one gęste i mają dużo błonnika, który daje nam to boskie uczucie sytości, i ogólnie działa bardzo wporzo na nasze ciałka.
Po drugie, zupy te zazwyczaj są okraszone jakimiś grzanusiami, groszkami ptysiowymi lub innymi fiubździuniami, które skutecznie dopełniają dzieła zniszczenia wolnej przestrzeni w naszych żołądkach.
Po trzecie są tak pyszne, że nie sposób zakończyć na jednej miseczce, nawet jeśli miseczka ma rozmiar DD lub większy. A już krem marchewkowo-kokosowy jest naprawdę wybitny, jeśli chodzi o doznania smakowe - przynajmniej ten poniższy, no naprawdę, mówię Wam! ;)






środa, 13 czerwca 2012

Co się odwlecze, to się upiecze

Czasem przychodzi taki dzień, że niezapowiedziani goście zapowiedzą się odpowiednio wcześniej. No cóż, pech - bywa. Ewentualnie nadciągnie jakieś mniej lub bardziej formalne święto, obchodzone nieszczęśliwie w domu. Jeśli nieopatrznie podczas ubiegłorocznych uroczystości zaprosiło się ciocię Halinkę i wujka Zenka z rewizytą, nie ma co histeryzować i udawać, że nieprawda. Na nic płacze, na nic jęki, trzeba przeżyć te parę godzin udręki ;) Aby umniejszyć nasze cierpienia związane z ąę-ceregielami, idealnie  wpasuje się nam w sytuację sernik szwarcwaldzki. Nam się upiecze, ciotunia na bank będzie zachwycona, wujek pewnie też nie będzie miał nic do gadania w tej kwestii, oprócz radosnego pomrukiwania. Wszyscy będą syci, a owce całe. Tylko sernik może zniknąć;)


























wtorek, 5 czerwca 2012

Grrrrrrr

Jakiś czas temu byłam na imprezie sushikręceniowej. Aportem w majątek przyjęcia wniosłam butelkę chińskiego wina. Niestety, był to błąd. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka chińska wina. Już wiem, że do końca życia żadna siłka nie będzie w stanie zmusić mnie do ponownego spojrzenia w stronę tego wynalazku, no chyba, że dostanę od kogoś skrzynkę w prezencie, to będę musiała. (Jakoś się później pozbędę - zrobię aukcję czy coś). W innym przypadku - za Chiny. Drugi dzień po degustacji wytworu małych żółtych rączek po prostu nie istnieje. Spokojnie doba ta może być wykreślona na długo przed planowanym spotkaniem. Kara za chwile uniesienia kielichów jest bowiem potężna. Przepotężna :D

Jednak, kiedy żołądek i/lub reszta współmieszkaczy domaga się swoich praw, nie ma przebacz. Ból istnienia bólem istnienia, ale walczyć trza. Daniem wymagającym (straszne słowo w dzień po) absolutnego minimum zaangażowania (dajmy sobie choć cień nadziei) może być wtedy zupa-krem z zielonego groszku.


piątek, 1 czerwca 2012

Ja papryczę!

Wieczorem pytam się jakiegoś dziecka, które pałęta mi się po domu:
- Skarbeńku, co zjemy jutro na obiad?
- Pulpety w sosie!
Myślę sobie - oka, dawno nie było pulpetów, mam zmieloną łopatkę w zamrażalniku, nie swoją ofkors - może być.
- A w jakim sosie, kotku?
- Nie wiem.
Z racji, że na pierwsze będzie jeszcze wczorajszy czyli dzisiejszy krem z pomidorów, pomidorowy odpada z punktu.
- Koperkowy może być?
- Nie.
- A może czosnkowy?
- Nie wiem.
No to czad. Nic to, myślę sobie, że do jutra coś wymyślę. No i wymyśliłam - faszerowaną paprykę:P



środa, 23 maja 2012

Chodź tu Wacek, masz zjedz placek

Nie wiem, jak Wy, ale ja chyba nie znam ani jednej osoby, która nie lubiłaby placków ziemniaczanych. Placek podstawą jest i basta ;) Jednak przyjaźń z plackami bardzo szybko może zmienić się w o wiele bardziej namiętne uczucie, jeśli odrobinę zmodyfikujemy standardową recepturę. Radosne uniesienie ślinianek zapewni nam dodatek nie tak znowu niewinnie wyglądającego warzywa, jakim jest cukinia, a dzikie żądze naszych niektórych zmysłów wzbudzą pieprz, czosnek i świeży, pachnący koper.


wtorek, 22 maja 2012

Zupa na trawie

Co najlepiej smakuje, w tak gorący dzień jak dziś, gdy przez zupełny przypadek mamy pod ręką kawałek trawnika, słońce i leżak? Oczywiście bigos ;)

No chyba, że zaopatrzyliśmy się zawczasu w świeże warzywka i trochę jogurtu, a jeśli nie, to założę się, że do najbliższego zieleniaka macie nie dalej, niż pół godziny galopem. Jak powszechnie wiadomo, najwspanialsza na świecie letnia zupa ma tyle samo zagorzałych fanów, jak i wrogów.  Ci ostatni pewnie jeszcze jej nie próbowali, a na sam zlepek dwóch słów: "zimne" i "zupa" robi im się gorąco. Zaprawdę, mylą się, o nieszczęśni ;) Chłodnik jest po prostu prze-py-szny.


























niedziela, 20 maja 2012

Pomarańczą go

Dzisiaj proponuję Wam super aromatycznego kurczaka... na jutro. Na jutro, ponieważ cały sekret tkwi w przegryzieniu się smaków - a to, jak wiadomo, trwa, i najlepiej gdy odbywa się nocą w jakimś zacisznym miejscu, na przykład w lodówce. Dopiero wówczas tak podkręcony kurczak jest sexy ;) Gdy nazajutrz podczas pieczenia w całym domu unosi się w powietrzu zapach pomarańczy, no po prostu można oszaleć na jego punkcie :)